RockSerwis.FM
/ftp/9/202/[464330]_present.jpg
The Seventh Degree Of Separation (CD+DVD) (digipak)
 
średni czas realizacji: od 7 do 30 dni 
 
21.11.2011
CD 54.89 zł
 
 
 
 
CD:
 
1. The Great Escape 4:38
2. Rapture 4:23
3. One Last Au Revoir 4:35
4. The Ghost Walks 3:19
5. Thief Of Souls 3:52
6. Close Your Eyes 3:26
7. Echoes Of The Fall 2:27
8. Bed Of Nails 4:39
9. What If? 4:36
10. Trebuchet 3:40
11. Burning Down 4:29
12. Catching The Bullet 7:43
13. The Tinder Box 4:17
.
 
DVD:
 
1. Making Of "The Seventh Degree Of Separation"
 
 
Paul Manzi - Vocals
John Mitchell - Guitars
Clive Nolan - Keyboards
John Jowitt - Bass
Mick Pointer - Drums


 

Klienci, którzy kupili ten artykuł, wybrali też:



  • Koperta foliowa antystatyczna na płytę winylową 12" (50szt.)


  • Koperta foliowa transparentna na okładkę płyty winylowej (32,5x32,5cm) (50szt.)

  • AIRBAG
    All Rights Removed

  • AIRBAG
    Identity

  • LUNATIC SOUL
    Impressions

  • RIVERSIDE
    Shrine Of New Generation Slaves (2CD mediabook)

  • MARILLION
    Sounds That Can't Be Made

  • QUIDAM
    Saiko (deluxe digibook limited edition)

  • RAIN
    Cerulean Blue (gatefold cardboard sleeve)

  • RPWL
    Beyond Man And Time

  • WILSON, STEVEN (PORCUPINE TREE)
    Hand. Cannot. Erase. (digipak)

  • AIRBAG
    The Greatest Show On Earth

  • RIVERSIDE
    Anno Domini High Definition (CD+DVD limited edition) (digipak)

  • ALBION
    Indefinite State Of Matter

  • WILSON, STEVEN (PORCUPINE TREE)
    4 1/2 (digipak)
 
 

Nowy album grupy rozpoczyna nową erę w jej działalności. Materiał nagrano z udziałem nowego wokalisty Paula Manzi i "starego" basisty Johna Jowitta. Tematem albumu jest podróż z ostatniej godziny życia w pierwszą godzinę śmierci. A tak wypowiedział się o nowej płycie Clive Nolan: "Jest to concept album, więc starałem się stworzyć z niego jedną wielką, intensywną podróż. Trwa pięćdziesiąt pięć minut, choć jest podzielona na czternaście części. Utwory nie są zbyt długie, chyba tylko jeden ma coś koło ośmiu minut, ale ciężko słucha się ich osobno".

Na DVD zamieszczono film dokumentujący prace nad albumem.

 
 

RECENZJE

Trudno mi pokusić się o recenzję tej płyty, ponieważ Arena jest dla mnie ważnym zespołem i nie chciałbym używać tu słów, których później mógłbym żałować. Postaram się więc delikatnie... Płyta dziwna, momentami bardzo dziwna - za jeden utwór chłopaki mogliby się nawet wstydzić..... To moje subiektywne odczucie. Większość materiału z płyty przypomina mi jakieś "Jak oni śpiewają" albo inne "Tańce z g...wiazdami" - koszmar! Trudno - każdy ma słabsze momenty, dla mnie ta płyta, to słabszy moment Areny...

Koncert w Katowicach był jak zwykle fantastyczny, ale całość obroniły tylko kawałki z płyt poprzednich, może za wyjątkiem otwierającego płytę "The Great Escape" - na wejście był ok. Najsłabszym ogniwem zespołu wydawał się być niestety nowy wokalista i myślę, że na następnej płycie lepiej, żeby go już nie było. Dodam też, że po raz pierwszy w przypadku koncertu Areny, jako gwiazdy wieczoru, bardziej zachwycił mnie support w postaci Believe.

To tyle - czekam na kolejne, lepsze płyty (nie będzie o to trudno). Tej jeszcze posłucham parę razy i postaram się coś dla siebie na niej znaleźć.

PS. Mam wrażenie, że Clive trochę się mógł wyeksploatować na fantastycznym "Passion" Pendragonu, stąd tak słaba płyta Areny...

/Marcin G/

__________________________________________________________________________

Nowa płyta ARENY – The Seventh Degree Of Separation jawi mi się jako kolejny projekt muzyczny Cliva Nolana, np. "The Hound Of The Baskervilles" z Oliverem Wakemanem, brak tylko narratora. Jak tak ostre instrumentalium może akompaniować dość kiepskiemu wokalowi? Gdzie się podziała bogata aranżacja z wybijającymi się solówkami gitarowymi Johna Mitchella, których jest jak na lekarstwo.

Arena kilkakrotnie zmieniała – nie wiedzieć czemu – wokalistów. Ten nijaki Paul Manzi jest chyba najsłabszy, choć w partiach a capella nieźle sobie radzi. Płyta ma nie tylko złe strony. W miarę upływu czasu rozkręca się. Mogą podobać się niektóre frazy, które przypominają starą dobrą Arenę, np. z płyty "Contagion". Myślę, że po wielokrotnym przesłuchaniu może się podobać, szczególnie tym melomanom, którzy – jak już wspomniałem – znają i lubią projekty Nolana, z których dla mnie najlepszy (i trochę podobny) jest "Jabberwocky" z Oliverem Wakemanem, natomiast daleko jest jej do zupełnie innej i zapomnianej świetnej płyty "Casino".

Życzę, by fani Areny nie zrazili się być może brakiem pomysłów i przyjęli tę płytę (szczególnie po tak długiej przerwie), ciepło i ze zrozumieniem.

/Krzysztof Świątkowski/

__________________________________________________________________________

Czekałem na nową płytę Areny, czasem tracąc nadzieję, że nowa płyta kiedykolwiek się ukaże. Zawirowania ze składem, decyzja Nolana i Pointera o zawieszeniu działalności w Arenie nie nastrajały optymistycznie, a jednak... jest nowa płyta! "Siedem stopni oddalenia" jest płytą zdecydowanie inną od poprzednich, nie tylko dlatego, że jest nowy wokalista, nie tylko dlatego, że jest nowy-stary basista (to może aż tak nie rzuca się w... uszy, chociaż dla mnie bardzo wyraźnie słychać różnice). Utwory są zdecydowanie bardziej zwarte, a przez to znacznie krótsze. Czy to źle? Szkoda, że panowie nie pokusili się o bardziej rozbudowane formy (to przecież przez lata znak rozpoznawczy Areny). Ale dosyć narzekania. Już pierwszy utwór "The Great Escape" zaskakuje. Posłuchajcie chociażby cudownego "mruczenia" basu... Nie będę opisywał wszystkich szczegółów, posłuchajcie sami! Świetny "One Last Au Revoir", gdzie zwłaszcza w refrenach rządzi Jowitt, chociaż Mitchell tak łatwo nie odpuszcza. W końcówce "Rapture" gitarzysta przypomina o swojej klasie. "Thief Of Souls", "Close Your Eyes" - moim zdaniem bronią się znakomicie. Kolejny "Echoes Of The Fall" to zaskakujący nieco "kosmicznym" początkiem rozpędzony kawałek, w którym zespół z Mitchellem na czele pędzi, aż miło. Wreszcie "What If?" z cudownym refrenem. Mnie się to po prostu podoba. Nowy wokalista według mnie sprawdził się na całej płycie, Jowitt i Mitchell - znakomici, Nolan to klasa, chociaż tutaj nieco "schowany". Pointer też sobie radzi. Ogólnie "The Seventh Degree Of Separation" jest płytą wartą wielokrotnego słuchania, i myślę, że w miarę zagłębiania się w całość, można będzie odkryć coraz więcej... Chciałbym, aby następna płyta Areny była bogata w bardziej rozbudowane utwory, a póki co z serca polecam "The Seventh Degree..."

/Tom/

__________________________________________________________________________

Płyta średnia. Na plus należy zaliczyć, że jest to koncept album - utwory tworzą jedną spójną całość. Instrumentalnie nawet nieźle, chociaż brakuje ballad, które pojawiały się na poprzednich albumach.

Ocenę pogarsza głos nowego wokalisty Paula Manzi. Skąd oni go wzięli? Nie było kogoś lepszego?

Największym rozczarowaniem nie jest muzyka, ale cena płyty. Nie rozumiem polityki wytwórni płytowej Verglas. Na siłę wciskają ludziom super wydanie albumu za wysoką cenę. Powinny być 2 wersje tego wydawnictwa - "wypasiony" digipak z dokumentalnym DVD (taki jaki jest w sprzedaży) oraz zwykła tańsza wersja w zwykłym plastikowym pudełku - samo CD bez DVD.

/Michał/
 
 
 
 
ARENA
The Seventh Degree Of Separation (CD+DVD) (digipak)
CD 54.89 zł